unordnung

I ja niby pretenduję do miana Perfekcyjnej Pani Domu na miarę Hiacynty Bukiet??… Matkobosko… Zarosło pajęczynami… Zakwitło pleśnią… Myszy obgryzły nogi stołowe… A na oknie jak turpistyczny witraż tkwią wyschłe mumijki much, wklejone w szybę…

Obiecuję. Sprzątam zaraz. Odkurzę, odświeżę.
Skoro tutaj się tak porobiło, to jak zwykle – WIEDZ, ŻE COŚ SIĘ DZIEJE.
Nauka się dzieje.
Trzeba – mimo lat na karku – z pokorą przyznać, że się wielu rzeczy nie umie i nie wie. Tak więc – uczę się nowych rzeczy. Życia się uczę. Właściwie – człowiek to ma ten los pokręcony. Ledwo z pieluch wyjdzie – wszędzie i zawsze nauka na niego czyha, doświadczenia kły szczerzą, perspektywy piszczą i obłażą go jak szczury… I tak do śmierci. Czasem po prostu nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ciągle się uczymy. Z każdym sukcesem, niepowodzeniem, porażką, zwycięstwem, pomyłką, czy zaskoczeniem. Ciągle. Pozostaje tylko pytanie – skoro ciągle trwa nauka, to kiedy przyjdzie czas na wykorzystanie tej wiedzy?… Ja już wiem. Kolejne życie przyjdzie. O ile będziemy na tyle wyczuleni na swoją intuicję, że posłuchamy jej i wykorzystamy nauki z poprzednich żywotów, by zamiast popełniać od nowa te same błędy, nauczymy się w końcu czegoś zupełnie nowego.

Tak poza tym – wygląda na to, że mam dwóch osobistych aniołów stróżów. Jednego daleko w Germanii, drugiego wcale nie bliżej, bo w Argentynie. Przyszli znikąd, ale za to we właściwym momencie. Jak to stróże. Wiedzą kiedy, co i po co. I z kim oraz w jaki sposób wszystko załatwić. Śmieszne uczucie. Świadomość bycia pod ochroną. Śmieszne, ale… Miłe?

No, to do sprzątania. Pająkom podziękujemy już, good bye.

Truskawki pod obserwacją NATOwską

Nad moje „nadbałtyckie niebo” zaczęły NATO-wskie (w sensie, że niemieckie – tak właściwie) samoloty „wlatać”. Celem obrony i odstraszania. W kierunku Szczecina. A ja na tym padole, uziemiona w odchwaszczaniu i przekopywaniu truskawek w środku lasu, w pełnym słońcu, mogłam tylko pomarudzić, że hukiem straszą zwierzynę leśną, przelatując tak nisko. Zahuczały, polatały, popatrzyły i poleciały dalej, a truskawki jak trzeba było, tak trzeba nadal odchwaszczać, żeby potem było co do szampana wrzucać. Ot, codzienność szara, niezależnie od ruchów taktycznych wojsk wszelkiego autoramentu.

Jasnowidzenie wywołuje ból głowy. Na pewno.

Piękna sobota, słońce na trasie, masa aut (gdzie oni tak jeżdżą i jeżdżą?! bo raczej nie na spacer… aha – centra handlowe…), aż mnie głowa rozbolała od myślenia za co poniektórych „kierofcuf”.

Czasem mam wrażenie, że każdy z kierowców powinien mieć wyklejone na szybie (na bocznych drzwiach, na tylnym zderzaku, na masce z przodu.. w sumie WSZĘDZIE):

„Drogi Współużyszkodniku Dróg! Nie jestem jasnowidzem, więc nie wiem co za chwilę zrobisz, sugeruję więc uprzejmie – włącz kierunkowskaz zanim jeszcze zaczniesz coś kombinować (a nie w trakcie), nie zwalniaj nagle do 40-tki celem podziwiania widoków, albo chociaż upewnij się najpierw w lusterku (a najlepiej we wszystkich, jakie posiadasz – pomijając to w torebce…), czy masz na 100% wolną drogę, żeby bawić się w pana i władcę, ewentualnie ślimaka… szos”.

Dzisiaj byłam jasnowidzem około dwadzieścia razy na przestrzeni 20 kilometrów. Średnia wskazuje więc, że co kilometr z powodzeniem mogłabym mieć bliskie spotkanie z beztroskim kierowcą, albo „kierowczynią”, który/która akurat postanowił nie jeździć zgodnie z przepisami ruchu drogowego.

Czy to mało, czy dużo? Taki wynik „nie trafionych” (dosłownie…) kierowców?

Status

Mieć świadomość. Mieć świadomość, że „w internetach” nigdy nie jesteśmy sami. Zawsze Wielki lub Mniejszy Brat (albo Siostra) obserwuje. Po cichu. I, że niby go/jej nie ma. Mieć świadomość – znaczy, zgadzać się na obserwację. Mieć świadomość – i pisać o czymś mniej lub bardziej osobistym. Ekstrawertyzm na, niejaką, sprzedaż. Dlatego może mniej piszę? Chociaż nie ustaję w staraniach, żeby Was – drodzy Obserwatorzy :-) – nie zostawiać samotnymi na zbyt długo.

Są okresy w życiu człowieka, że Świadomość Bycia Obserwowanym jest frustrująca. Potem jest pochlebiająca. A następnie – przerażająca. Na końcu dochodzi albo do ucieczki i hasłowania wszystkiego co się da (jakby to dawało cokolwiek), albo do przejścia na Wyższy Poziom Internetowy, czyli ignorowanie bycia zwierzęciem w wirtualnym ZOO, bo w końcu to wciąż kwestia sporna, kto jest Obserwowany Bardziej. Czy Zwierz przez Obserwatorów, czy Obserwatorzy przez Zwierza.

Mnie Obserwacja motywuje. Ani nie denerwuje, ani nie poraża, ani nie przeraża. Motywuje. Nie zawsze – niestety dla oczekiwań Obserwatorów – do tego, do czego próbuje się mnie zmotywować. Najczęściej do czegoś wręcz przeciwnego. O ile jest zgodne z moimi własnymi potrzebami w danym czasie. Ego-centryzm.

Obserwacja czasami bawi, czasami wywołuje odruch wewnętrznego „fuj” – ale nie kontekście interakcji, ale krótkiego spojrzenia na Obserwatora. Trzeba umieć oceniać innych i zostawiać im ich własne odczucia i problemy, a nie ciągle próbować sobie samemu dać ocenę, albo – co gorsze – oceniać siebie jak w lusterku, na podstawie ocen dawanych nam przez innych. To co robię, świadczy o mnie. To co robi ktoś inny – to świadczy tylko i wyłącznie o nim. Nawet jeśli próbuje przerzucić na mnie swoje wizualizacje, frustracje, pomysły, uczucia czy odczucia.

I nie dotyczy to tylko i wyłącznie „ynternetu”.

Myszy i cel

Córka od kilku minut siedzi bez ruchu za wielką donicą z fikusem. Raczej nie zasnęła, bo mruczy pod nosem coś niewyraźnie, ale stale.

- A co ty tam robisz za tym kwiatkiem?
- Ukrywam się, ciii…
- Ale… Żeby się ukrywać, to ktos musi cię szukać.
- I szuka.
- Kto?
- Myszy.
- Myszy?? A w jakim celu ciebie szukają te myszy?
- One szukają bez celu. Dlatego się ukrywam.
- Ale ja tu nie widzę żadnych myszy.
- No właśnie, dlatego jest to BEZCELOWE szukanie. Bo tych myszy NIE MA.

Logika dziecięca.
Czasem nie nadążam.
:-)

Przygotowania do przygotowań na przedwiośniu.

Odkryłam tajne złoża piasku i kamieni w Krainie Mostów. Drogą kupna wzbogaciłam się dziś o 20 kilogramów białych kamyków do przetestowania, porządny sekator do eliminacji zbędnych części ogrodu i całą bandę frezji. Budowlane i porządkowe akcje w ogrodzie mają szanse więc ruszyć pełną tzw. parą. Czekam na wiosnę, czekam na wiosnę… Bo już w powietrzu się przemyka. Ta wiosna.

Dawno, dawno temu…

„Once Upon A Time” – poznaliście? Wciągnęło mnie. Chociaż to bajka. Ale ciekawie zapleciona. W milion warkoczy. Tkwię przy tym od wczoraj, w towarzystwie herbaty, ciastek i galaretek w czekoladzie i tak sobie myślę…

Miło by było sobie wyobrażać, że jeżeli miałabym „przypisać się” do jakiejś postaci z tego panteonu, wykreowanej tak jak w tym serialu – to byłaby to „Śnieżka”.  Wiecie – dobra, uczynna, dzielna i w ogóle. Żadna „ciepła klucha ds. ochrony środowiska”, ale taka „z charakterkiem”. No, w końcu miała to i owo za uszami, jak to się mówi. Ale przede wszystkim – postać z tej Dobrej Strony Mocy,. Chwalebnie tak. By było. No i wiadomo – „Książę” też jest na wyposażeniu. Bjutiful.  No, niestety. Biorąc pod uwagę bagaż doświadczeń międzyludzkich i stan zgorzknienia (nie tylko herbaty), muszę się dopisać do rubryki „Regina”. Na szczęście jest kilka różnic między nami.

Po pierwsze – mam swoje własne, ukochane dziecko i dwa koty – więc stanu całkowitej samotności nie doświadczam.
Po drugie – nie bywam mściwa w sposób agresywny, tylko kulturalny.
A po trzecie – nie używam jabłek z mojej ogrodowej „Pięknej z Boskoop” w celach eliminacji wroga.

No, chyba, że zaczęłabym nimi rzucać w przelatujące nad lasem samoloty.

przeciąg

Zawsze byłam wielbicielką teorii o zamykaniu drzwi i otwieraniu okna. Ale… Na miłość boską… Nie sądziłam, że to tak będzie trzaskało tymi odrzwiami i futrynami, że aż się przeciąg zrobi…
Życie mnie nie tyle zaskakuje, ile nieustannnie, na swój sposób, zachwyca. Mglistą przewidywalnością i zakreślaniem kręgów. Na wodzie.

Jeleń.

Czasem przychodzi taki dzień (albo noc), kiedy Człowieka dopadają znienacka jakieś Mądre Słowa. Że niby Natchnienie takie, z powietrza. Całkiem w porę. Dzisiaj więc był taki wieczór, z pierwszym śniegiem na trasie, kiedy z niebios wprost spłynęło do mnie wspomnienie słów mojej Babci: „…Bo kto widział kiedy, żeby jeleń biegał za myśliwym?!”. No, toż chyba ino istny „jeleń”. Biegał by.

Nie wiadomo dlaczego akurat na trasie dzisiaj mi się to przypomniało.
Może dlatego, że na tym odcinku drogi często na jezdnię włażą jelenie i inne łosie.
Może.

Bezrównowaga napływu.

- Zamknij te cholerne drzwi! – zawołała Złodziejka, walcząc z zasłoną okna, wydętą jak żagiel i próbującą się zerwać z uwięzi.
- No, żesz, próbuję!!! – odwrzasnął jej Paladyn, próbując być głośniejszym od pohukiwań wichury zza drzwi i mocujący się z nimi, by móc zatrzasnąć odrzwia.
- Pomogę!!! – Krasnolud ruszył z impetem w jego stronę, z pięknym zamiarem pomocy. Piękny zamiar skończył się na tym, że Paladyn został dociśnięty bezpardonowo przez kilogramy żywej krasnoludziej wagi do drewnianych drzwi i pozbawiony na jakiś momenty zdolności oddychania. Jakkolwiek wichura przestała się wciskać do wnętrza chaty. Pozostało jej tylko smętne wycie i poświstywanie przez szczeliny nad progiem.
- Wreszcie… – odetchnęła Złodziejka – Nie lubię takich niepotrzebnych akcji pogodowych… -
- Wichury też się przydają. Oczyszczają świat z niepotrzebnego, albo i zwyczajnie nieodpornego tałatajstwa naturalnego – filozoficznie zauważył Bard, rozciągnięty na fotelu przed kominkiem.
- Dobrze, że śnieg nie pada. Wtedy byłoby DRASTYCZNIE – mruknął Krasnolud, wracając na swoje miejsce fotelowe, tuż obok Barda.
- Co dziwne, bo zima w pełni. Dziwne, znaczy, że śniegu jeszcze nie ma – pokiwał głową Bard, znawca natury.
- Dobrze, że udało wam się zamknąć te drzwi w końcu. Nawiało tu tych liści, że ech… – Złodziejka zaczęła zamiatać podłogę. Im starsza się robiła, tym bardziej nie znosiła nieporządku. Co dziwne.
- Cisnący się tobie na usta komentarz o czarownicach i miotle, darujżesz sobie, PROSZĘ – dodała kąśliwie, widząc, że Paladyn uśmiecha się pod nosem.
- No, co!… NIC NIE MÓWIŁEM – obraził się Paladyn i ruszył do okna, z zamiarem zamknięcia i tej drogi napływu liści.
- Nie, nie! Okno zostaw! – Złodziejka powstrzymała go ruchem ręki – Chcę sobie popatrzeć na te ostatnie liście na drzewie w ogrodzie. Wiesz, takie malownicze są… No i w ogóle… – dodała z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- UHM – uhmnął Paladyn – To po co kazałaś drzwi zamykać i teraz zamiatasz to to, skoro chciałaś na liście się popatrzeć? Miałabyś ich tutaj całą górę. Tarzać byś się w nich mogła. – zapytał po chwili
- Nic nie rozumiesz – Złodziejka pokręciła głową – Co innego, jak się te liście wciskają z wiatrem na siłę i stawiają cię przed, niejako, faktem dokonanym i MUSISZ je oglądać, a co innego jak ty chcesz jakieś liście, no… Oglądać… I sobie wybierasz: które, kiedy, jak i w ogóle… Czujesz różnicę? – zerknęła podejrzliwie na Paladyna
- Yyyyy…. – Inteligentnie zaczął Paladyn, ale ubiegł go Krasnolud, który z rozrzewnieniem rzucił:
- …Czuję! To tak jak z piwem. Jak ci przynoszą i częstują, to pijesz, póki ci smakuje. A potem już masz dość tego darmowego piwa, przyłazi Pan Przesyt i niedobrze ci się robi od nadmiaru… A oni dalej ci leją do kufla…. Mord w oczach!!! Ale jak masz sam z siebie chęć… Na złote, jasne, spienione, chłodne…. Mmmm…. Sam wybierasz które i DELEKTUJESZ się… -
- Wy to macie, te,no.. Porównania.. A niech was! – machnął ręką Paladyn
- Mają to po mnie. – skromnie zauważył Bard…

…A zima dopiero nadchodziła.