Dzisiaj są moje imieniny. "(...) Które obchodzę bez rodziny..." - chciałoby się sparafrazować piosenkę SDMu.
Na myślenie najlepiej pomaga praca fizyczna. Stare i słuszne to zdanie jest. Zabrałam więc po obiedzie Dziecię na pole i do teraz to pole porządkowałyśmy, obsiewałyśmy, czyściłyśmy, kosiłyśmy trawę, odchwaszczałyśmy... Baśkowi udało się nawet nie wpaść do studni. Bo mamy tam taką studnię "w głąb ziemi". Trzeba będzie cembrowinę zbudować, żeby nikt tam nie wpadł, stając się postacią z kolejnego horroru japońskiego. Aktualnie studnia jest przykrywana wielgachnym plackiem metalu przytrzaśniętym trzema wielgachnymi kamieniami - ale to męczące tak co i rusz te kamienie odwalać na bok i czerpać wodę wiadrem na sznurze. Jak za sredniowiecza, zaiste, powiadam wam. Na siłownię nie będę musiała chodzić - tyle dobrego z tego. No i oczywiście ta praca fizyczna, co myśleć nie daje. Bardzo lubię się wykończyć fizycznie, a potem to już bezmyślnie kolację jeść i filmy oglądać.
Zmęczonam jak koń po westernie. Ale i zadowolona. Świeże powietrze ze środka lasu robi swoje. I wiatr od pól. Zapach rzepaku i bzów.
Jutro ciąg dalszy. Oby pogoda była.
- Mamo, mamo! Las się pali!!!
- Gdzie?!
- No, W LESIE.
- W KTÓRYM?!
- A, takim jednym. Książkowym.
Rozmowy z moją Córką stają się z tygodnia na tydzień coraz bardziej inteligenckie.
Pewien człowiek udaje się do słynącego z wielkiej mądrości króla i pyta:
- Panie,powiedz proszę , czy w życiu istnieje wolnosć?
– Oczywiście – odpowiada tamten. – Ile masz nóg?
– Dwie, mój Panie.
– A zdolny jesteś stać na jednej?
– Oczywiście
– Spróbuj więc i decyduj na której.
Człowiek zastanawia się przez chwilę, po czym podnosi do góry lewą nogę, opierając cały ciężar ciała na prawej.
– Dobrze – rzecze król. – A teraz podnieś również tę drugą.
-Jakże to, to niemozliwe , mój Panie!
– Widzisz? To jest wolność. Jesteś wolny, ale tylko wtedy, gdy podejmujesz pierwszą decyzję. Potem już nie.
Zaciekawiło mnie to, co znalazłam na znajomym blogu u Dudiego.
Czas na kolejną książkę więc.
"Nic nie zdarza się przypadkiem".
Tiziano Terzani.
Ukończył prawo w Pizie i Leeds, studiował sinologię na nowojorskim uniwersytecie Columbia. Publikował w „Corriere della Sera”, „L'Expresso” i „La Republica”. W Wietnamie obserwował upadek Sajgonu, co opisał w Pelle di leopardo. Diario vietnamita di un corrispondente di guerra 1972–1973 (1973) i Giai Phong! La liberazione di Saigon (1976). W 1980 był jednym z pierwszych zachodnich dziennikarzy w Pekinie. Po czterech latach aresztowany, poddany reedukacji i usunięty z Chin. Ten czas przedstawił w La porta proibita (1984). W latach 90. był świadkiem rozpadu Związku Radzieckiego, co zrelacjonował w Buonanotte, signor Lenin (1992). Najczęściej tłumaczone są jego listy przeciwko wojnie Lettere contro la guerra (2002) napisane w oparciu o podróże po Afganistanie, Pakistanie i Indiach po 11 września 2001[1]. Uważa się, że są one reakcją na antyislamskie poglądy Oriany Fallaci. Jeden z listów jest skierowany do niej. Nic nie zdarza się przypadkiem - to książka o ostatniej podróży chorego na raka autora. Wędrując po Ameryce, Indiach i Chinach, szuka on sposobów leczenia i harmonii duchowej.
* * *
Auto już działa, chodzi jak złoto. No, może za wyjątkiem dwóch drobnostek, ale już poszukiwania testowego przełącznika rozpoczęto. Dzisiaj wyprawa na południowy-wschód, z teczką papierów. Potem może wizytacja u dawno nie widzianych znajomych. Potem może wieczorny odpoczynek wreszcie. Bo noc znowu zapowiada się pracowicie.
* * *
"Trollsjegeren" ("Łowcę trolli") obejrzałam. Chyba polubię dystans i abstrakcyjny humor w wydaniu Norwegów :-)
Zupełnym przypadkiem w sobotę będę się odchamiać w sobotę w Teatrze Letnim. Taka przygrywka do lipcowego Kabaretowego Klubu Dwójki. Przypadki są, no, miłe. W dodatku tego samego dnia, a raczej nocy - w mieście portowym Stettin trwać będzie (jak w innych miastach zapewne) Noc Muzeów. Zamierzam skorzystać, owszem, jak co roku.
* * *
Zupełnym przypadkiem na meczu lokalnych drużyn okazało się, że ex-właściciel mojego pola równiez na meczu był, jako ex-zawodnik. Mecz miał miejsce daleko od domu, więc przypadek musiał się po ludziach przejść.
* * *
Zupełnym przypadkiem udało się mojemu znajomemu Miszczowi Mechanizacji dokończyć na dziś renowację samochodu i zaraz podjedzie pod dom. Ot, usługi na poziomie europejskim, psze państwa. No, tylko później będę musiała go do Polski odwieźć. Wieczór, nie wieczór - uwielbiam jeździć, więc to żaden w końcu problem. A nawet przyjemność.
* * *
Zupełnym przypadkiem wylądowałam parę dni temu w W. Miejsce mojego dzieciństwa. Pola, lasy, przyjaciele i radzieckie samoloty, wg których startów można było zegarek nastawiać. W owym miejscu do dziś w mieszkaniu mojej Babci rezyduje jej drugi mąż, a mój osobisty wuj, brat mego Dziadka (ot, takie dziwne koleje losu) - wieku już słusznego i za pan brat ze szpitalami ostatnio, co nie przeszkadza mu często i gęsto podróżować po niemieckich terenach (gdzie ma swoje interesy i znajomości jeszcze z czasów wczesnej wojny).
- Wujek... Ale ty może zostaw zapasowy komplet kluczy do domu, dobrze?
- A po co mam zostawić?
- No, jak zasłabniesz, albo coś... Bo potem zamkniesz się w domu, coś się stanie i nikt nie wejdzie do środka... I nie będę wiedziała, co się stało.
- Ty się nie martw. Jak ja umrę, to zadzwonię do ciebie.
Ha.
Jak ta technika telekomunikacyjna, panie, do przodu poszłaaaaaaaa....!
- Mamo! Mamo! Co za Fiona?! Ta od Shreka?? - Dziecko przybiega z rozwianym włosem do Pokoju Komputerowego, skąd dobiegają na cały pokój dźwięki piosenek, a ja siedzę i rzeźbię w róznych aplikacjach coś tam coś tam.
...A nawet w kieszeni. W perspektywie:
1. Piknik Nad Odrą - czyli takie preludium do Dni Morza plus wesołe miasteczko - w sam raz dla Barbary, która kończy właśnie (a ja wraz z nią) kwarantannę domową i będzie mogła hasać po dworze jak dziki zając w zagonie kapusty
2. Rozpoczęcie sezonu żeglarskiego w dąbskim COŻ - czas pojechać, się pokazać, przejrzeć tegoroczne jachty, dopytać się o kursy legalizujące pływanie i zjeść kiełbasę z ogniska w towarzystwie zimnego piwa lub - tu wersja dla kierowcy, tudzież jak ostatnio w modzie jest: kierowczyni - herbata z cytryną
3. Objęcie pod zarząd gruntu rolnego, gdzie w sumie więcej trawy niż zaoranej gleby, ale to dobrze - na trawie można się wylegiwać bez opcji wybrudzenia się ziemniakami.
Poza tym dużo muzyki, pogoda zmienna, ale już bliżej do lata niż do jesieni - więc nie jest najgorzej. Auto ma termin leczenia u Miszcza Magii Mechanicznej - więc niedługo zupełnie bez stresu będę mogła znowu być kierowczynią krążownika szos na dalsze trasy. I tak do przyszłego łykendu, kiedy to w planach jest Noc Muzeów - czyli specjalna audiencja u mumii książecych w podziemiach, Taverna i inne uroki Szczecina.
A w następny łykend - to już nad morze. Koniecznie. Bezsprzecznie. Dziecko, ja i walizki. Koty zostaną same na włościach. Przetrenowane to mają, więc nie ma problemu. Przy okazji odwiedzę familię nadmorską. Dawno nie byłyśmy u nich. Zapomną jeszcze jak wyglądamy i co wtedy? Rodzinne więzy trzeba podtrzymywać. Więzy z przyjaciółmi również - więc tam, gdzie się zadekujemy z Barbarą nad morzem - hot-spot funkcjonować będzie. Kontaktu ze światem nie stracę.
Chociaż może i by się przydało...?
"Gdzie tak keja, a przy niej ten jacht?..." - od lat ponad dwudziestku uwielbiam Jurka Porębskiego śpiewanie. I tak już zostanie.